Muzyka zapachu

ABM_1478551420

Radzimir Dębski nie raz i nie dwa pomógł mi pozbyć się niemocy jaka przechwyciła stery w moich planach. Ostatnio, gdy jakiś czas temu zaplanowałam sobie, że muszę napisać tekst o tym, jak świat muzyki przeplata się ze światem zapachów i to nie tylko za sprawą nomenklatury. Plany swoją droga, a czyny swoją, a ponad wszystkim jedno – pustka w głowie.
Pewnego wieczoru, dostaję smsa od znajomej „Włącz TVN”! i wiadomość na Messengerze „Oglądasz TVN? Jest Jimek”. Od lat jestem jego wielką fanką, wyznawczynią wręcz, i tak samo od lat nie mam telewizora. Nie znoszę telewizji, ale wtedy z frustracji chciało mi się skakać po ścianach. Leciał program „Kulisy sławy” o jego twórczości. Na szczęście pół godziny później materiał był już dostępny na stronie www programu.
Z ust Radzimira Dębskiego padło zdanie „Najważniejsze w tworzeniu muzyki jest to, żeby dobrze pachnieć”. Nieważne czy zostało to powiedziane pół żartem, pół serio, czy całkiem poważnie, w każdym razie podziałało to na mnie jak zapalnik bomby atomowej.

Stwierdzenie, że muzyka nie mogłaby istnieć, gdyby nie zapachy, byłoby mocno przesadzone, ale z całą pewnością świat zapachów bez muzyki, nie byłby tym samym. Samo nazewnictwo, inspirowane muzyką daje zupełnie inne wyobrażenie o perfumach, niż gdyby posługiwać się czysto technicznym językiem. Zapach też ma brzmieć, ma być idealnie skomponowaną melodią kompozytora, który za pomocą nut i akordów stworzy coś, co daje energię na cały dzień, albo sprawi, że wieczór we dwoje staje się jeszcze bardziej wyjątkowy. Ma zapadać w pamięć i przywoływać wspomnienia, a nie tylko pobrzmiewać gdzieś w tle niezauważany przez nikogo.

Niemal 99,99% ludzi, którzy świadomie i z uwagą wybierali kiedykolwiek perfumy dla siebie lub dla kogoś jako prezent, spotkali się z takimi pojęciami jak nuta zapachowa. Nuta głowy, nuta serca i nuta, która jest nazywana najróżniej – bazowa, czy też nuta podstawy lub nuta głębi.
Nuta głowy, czyli to co czuć przy pierwszym kontakcie z perfumami. Zapach, który decyduje o tym, czy nam się spodoba czy nie. Najbardziej lotny i wyczuwalny najkrócej, bo max. do pół godziny po rozpyleniu, a przeważa o tym, czy go kupimy czy przejdziemy obojętnie. To nuta głowy decyduje o tym, czy zapach określimy jako kwiatowy, owocowy, skórzany, czy może słodki, albo zwierzęcy.

Gdy nuta głowy przebrzmiewa, pojawia się nuta serca. Często traktowana po macoszemu, bo w zapachu zwracamy uwagę na to co czuć na początku i na to co wyczuwamy na sobie po kilku godzinach. Rzadko to, co czuć pomiędzy i też stosunkowo krótko. Nuta serca, czyli zapach wyczuwalny po około 10-15 minutach od rozpylenia, gdy na ciele pozostaje jeszcze echo poprzedniej nuty. Dlatego właśnie ten środek jest tak istotny. Ma harmonijnie łączyć całość. Wystarczy jeden fałszywy akord w środku tej melodii, jaką jest zapach i całe dzieło leży. Mamy ochotę zmyć z siebie perfumy, które tak dobrze się zapowiadały i nieważne jak pachnie nuta bazowa.

No właśnie – akord. Zupełnie odwrotnie niż w muzyce, w perfumach to akordy tworzą nuty. Po około godzinie, gdy zapach połączy się z zapachem naszego ciała, można już wyczuwać poszczególne akordy, które tworzą daną nutę. Np. w zapachu, który na samym początku nazwaliśmy słodkim, teraz już pojawiają się konkretne akordy – karmelu, migdałów i białej czekolady.

A gdy te akordy już wybrzmią przychodzi nuta bazowa – głębia i podstawa całego dzieła. Tutaj pojawiają się zapachy o najniższej lotności i największej trwałości. Trwa przez kilka lub kilkanaście godzin. Niektóre do kilku dni. I tutaj pojawia się pytanie dlaczego praca perfumiarza, tzw. „nosa” to ciężki kawałek chleba? Kupujemy perfumy w drogeriach, które są najgorszym miejscem do wąchania i decydowania o zapachu, z racji silnych i różnych woni innych perfum i kosmetyków. Mamy kilka lub kilkanaście minut na zapoznanie się z zapachami, jakie wydają nam się interesujące. Znajdujemy perfumy, które od razu nam się spodobały i kupujemy je nie wiedząc jaki ten zapach będzie po godzinie. I ten lub ta, która te perfumy stworzyła, musi zrobić tak, żeby zachwyt z pierwszych minut dotrwał do końca. Żeby po kilku godzinach żal było iść pod prysznic zmywać ten zapach.
Kto chodzi na koncerty powinien znać to uczucie. Lubisz artystę. Wydaje nową płytę, z której słyszałeś tylko kilka singli – kilka minut, ale płacisz kilkadziesiąt lub kilkaset złotych, żeby na żywo usłyszeć resztę. Wierzysz, że całość da Ci niesamowite wrażenia, jakich się spodziewasz, a mimo to nie potrafisz wyjść z zachwytu i po koncercie z żalem wracasz do rzeczywistości.

W taki zachwyt muzyką wpadł np. Jacques Guerlain, wnuk założyciela francuskiego przedsiębiorstwa „Guerlain”, którego zapachy ekskluzywne na równi z Chanel i Diorem, zachwycają do dzisiaj. Jacques Guerlain, trzeci z rodu perfumiarz w rodzinie, stworzył aldehydowe perfumy „Liu” w 1929 r. zainspirowany operą „Turandot” Pucciniego, w której jedną z bohaterek jest dziewczyna o imieniu Liu.

Również marka Lanvin, wypuściła zapach „Arpege”, który jest nierozerwalnie związany z muzyką. Nazwa pochodzi od słowa „arpeggio”, ozdobnika stosowanego do akordów, które nie są grane jednocześnie, a jeden po drugim, w krótkim odstępie, czyli dokładnie tak jak rozwija się zapach perfum „Arpege”. Każdy akord czuć osobno, jeden po drugim. Zapach wypuszczony w 1927 r., został w 2005 roku uhonorowany najbardziej prestiżową w perfumiarstwie nagrodą FiFi Award „Hall of fame”. Jaki jest? Ten zapach zobowiązuje. Użycie go do dżinsów, na popołudnie ze znajomymi, czy nawet do biurowej garsonki, wołałoby o pomstę do nieba. Ten zapach domaga się eleganckiej sukienki, szpilek i wyjątkowej okazji, a przede wszystkim domaga się dojrzałości. Na ciele dwudziestolatki stanowiłyby profanację zapachu.

Na równi z Arpege, nierozerwalna z muzyką, jest też kolekcja perfum „Les Notes”. Triada marki M. Micallef to kolekcja zapachów:
„Note Ambree” (Nuta Ambry)
„Note Poudree” (Nuta Pudrowa)
„Note Vanillee” (Nuta Wanilii).

Kolekcja została wydana w 2007 roku, a do każdej buteleczki dołączana jest płyta CD z muzyką klasyczną skomponowaną stricte pod konkretny zapach. Tym sposobem na płytach można usłyszeć muzykę „ambrową”, „pudrową” i „waniliową”.

Można by mnożyć przykłady analogii pomiędzy perfumami, a muzyką i wcale nie trzeba szukać daleko. Sam proces tworzenia perfum zaczyna się na „organach perfumiarskich”, czyli przy biurku z półkami i buteleczkami, które wyglądem przypomina organy, dlatego też samo szukanie odpowiednich proporcji poszczególnych składników jest nazywane dostrajaniem zapachu.

Nieważne jednak jakie składniki zostaną użyte, w jakich proporcjach, jakie nuty i akordy. W muzyce i w perfumiarstwie, bazę zawsze musi stanowić przede wszystkim talent kompozytora i odbiorcy, którzy umieją go docenić.

 Źródła:

  • “The Magical and Ritual Use of Perfumes” Richard Alan Miller, Iona Miller
  • “Perfumy. Uwarunkowania kulturowo-społeczne” Beata Hoffmann
  • “Kultury kultury popularnej” Marek Krajewski
  • perfumeriazzopole.pl
  • Fragrantica.pl
  • multiperfumeria.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.