Historia zapachu

ABM_1474824500

Węch – zmysł, który zaczął rozwijać się najwcześniej, już u prymitywnych ludzi. Służył do poszukiwania jedzenia i węszenia niebezpieczeństwa. Węch, jeden z sześciu zmysłów kształtuje się u ludzi około siódmego tygodnia życia płodowego. Dziecko po narodzinach rozpoznaje zapach matki, ale inne zapachy zaczyna rozróżniać około szóstego miesiąca życia. Mając 7-8 lat jest już w pełni „sprawne węchowo”, jednak węch najbardziej aktywny jest w okresie dojrzewania i o ile w zależności od wieku, niektórzy hołdują teorii, że życie zaczyna się po trzydziestce, to nie sprawdza się to w przypadku zmysłu węchu –  po 30. roku życia zmniejsza się ilość receptorów węchowych, a po siedemdziesiątym następuje regres. Nasuwa się wiec wniosek – spieszmy się wąchać zapachy, bo tak szybko odchodzą.

Chociaż pierwsze perfumy w obecnie znanej formie, czyli roztworu, zamkniętego w ładnej buteleczce, który służy do nadawania ładnego zapachu, powstały w 1370 roku, to pierwszy „ładny zapach” człowiek wywąchał wraz z wynalezieniem ognia, gdy zorientował się, że wydobywający się dym daje przyjemny zapach. Stąd sama nazwa „perfumy” – łaciński zwrot per fumum oznacza „poprzez dym”.

Jednak od czasów prehistorycznych trochę się zmieniło. Teraz perfumy służą nam głównie do ozdabiania ciała i poprawy nastroju, ale na przestrzeni stuleci perfumy i zapach określał zawód, pozycje społeczną i zawartość portfela. Niektórzy, np. Andamańczycy, uważani za jeden z najprymitywniejszych ludów świata, na zapachach opierają swój kalendarz, który tworzą na podstawie tego, kiedy i jakie wonne rośliny akurat kwitną.

W starożytnym Egipcie pachnideł używano do mumifikowania ciał „sposobem Ozyrysa”, który jako pierwszy został zmumifikowany przez swoją żonę. Sposób ten wziął się z jednej z wersji na temat śmierci Ozyrysa, która mówi o tym, że przed śmiercią został poćwiartowany przez swojego brata, tak jak robiło się to później ze zmarłymi przed wprowadzeniem do ich ciał pachnideł i przed umieszczeniem ich na 70 dni w sodzie.
Może i niezbyt to przyjemne dla czytającego taki opis, zwłaszcza gdyby dodać np. że żeby wypełnić czaszkę pachnidłem, najpierw wyciągano mózg przez nos, ale piękno zapachu do dzisiaj pozostaje w nierozerwalnym związku z obrzydzeniem i wstrętem, co fascynuje mnie w perfumach najbardziej.

Przenosząc się z Egiptu do Aten trzeba wspomnieć, że według wierzeń starożytnych Greków pierwszą osobą, która zaczęła się perfumować, była Afrodyta – bogini miłości, od której wzięła się nazwa „afrodyzjak”, coś co jako składnik perfum, wzmaga nie tylko pożądanie, ale i popyt na takie zapachy, a należą do nich głównie zapachy pochodzenia zwierzęcego. I tutaj też pojawia się element, który u niektórych może wywołać obrzydzenie, bo np. piżmo, najtrwalsze spośród wszystkich substancji zapachowych, wykorzystywane w perfumach jako utrwalacz zapachu, to nich innego jak substancja pochodząca z gruczołów płciowych piżmowca, zwierzęcia podobnego do jelenia, tylko bez rogów. Substancja, która w dużym stężeniu pachnie jak coś, co gnije, natomiast mocno rozcieńczona uchodzi za afrodyzjak. Podobnie jest z cywetem, inaczej nazywanym cybetem (pochodzi od cywety afrykańskiej), ambrą (wydzielina kaszalota) i kastoreum (pochodzące od bobrów, wykorzystywane głównie w skórzanych, męskich zapachach). Bez obaw jednak. Współcześnie nie perfumujemy się wydzieliną kaszalota, ani piżmowca, a jedynie surowcami syntetycznymi, które pachną jak one.

Wspomniane zwierzęce zapachy, które w pachnidłach miały kusić, na zmianę, w zależności od danej epoki były albo pożądane, albo uważane za niemoralne i tym samym zakazane. I tak np. Platon twierdził, że perfumy stosują jedynie prostytutki, natomiast w kulturze arabskiej przed ślubem, suknia panny młodej przez trzy dni moczona była w wodzie różanej z dodatkiem szafranu, piżma i cywetu (naturalnego), a później poddawana okadzaniu palonym piżmem i ambrą. Z kolei Paryż w XVII wieku nazywany był „amfiteatrem latryn”. Smród panujący w miastach i niedbałość ludności o higienę, powodował że produkowano silne zapachy perfum, które miały głównie maskować odór odchodów, rozkładających się zwierząt i śmierdzących, niemytych ciał. Do jednych z największych śmierdzieli należał król Ludwik XIV nazywany „Królem Słońce”, w otoczeniu którego nie chcieli przebywać nawet jego rozmówcy.

Wróćmy jednak jeszcze na chwilę do XIV wieku, który stanowi przełom w historii zapachu – pojawiły się pierwsze perfumy stworzone na bazie alkoholu. Rozpowszechnione przez Polkę – Elżbietę Łokietkównę, królewnę polską i królową Węgier, w 1370 roku, nazwane na jej cześć „Wodą Węgierską”. Na początku pachniały głównie rozmarynem i lawendą, później dodawano do niej inne zapachy, takie jak mięta, szałwia i kwiat pomarańczy. Można je kupić do dzisiaj. Miłośnicy perfum mogą zdobyć 6 ml skoncentrowanego zapachu za „jedyne” 1 813,12 zł.

To wiek XIV, ale przejdźmy do nieco bardziej współczesnych czasów. Wszystkie pachnidła i substancje, które nazywane już były perfumami, to nic w porównaniu z tym co w 1889 roku wypuściła na rynek marka Guerlain, a wypuściła perfumy o nazwie „Jicky”. Były nie tylko pierwszą kompozycją składającą się z wielu składników naturalnych i chemicznych, ale i pierwszymi wielowymiarowymi perfumami, w których zastosowano piramidę zapachową, czyli podział na trzy nuty: nutę głowy (to co czuje się przy pierwszym kontakcie z perfumami, przez około 15-30 minut), nutę serca (wyczuwana przez mniej więcej godzinę) i nutę bazy (wyczuwana po godzinie, przez kilka godzin do kilku dni, przy mocniejszych perfumach). Piramida zapachowa jest obecnie wykorzystywana we wszystkich perfumach.

Choćbym chciała, bo tego zapachu nie lubię ze względu na sam zapach i markę, to nie da się nie wspomnieć o słynnej Piątce, czyli „Chanel no. 5” rozpowszechnionej w 1921 roku, przez nazistkę Coco Chanel. Zapach nazywany ponadczasowym, trąci jednak babcinnością, ale ponieważ nie jest to recenzja zapachu, a jego historia, to trzeba wspomnieć, że w latach dwudziestych przewróciły przemysł perfumeryjny do góry nogami. Nie tylko ze względu na to, że użyto w nich nieużywanych dotychczas zbyt często, aldehydów, ale i przez wzgląd na to, że powstały w czasach kiedy triumfy świeciły zapachy subtelne i delikatne, które miały nie kojarzyć się z seksualnością. Chanel chciała jednak stworzyć coś co pachnie „czystością i zmysłowością”. Czy pachną czystością i zmysłowością? Hmmm. Tak czy inaczej udało jej się stworzyć zapach, który będzie pożądany przez kobiety i którego kilka kropel stanowiło jedyną piżamę dla Marilyn Monroe, jak sama przyznała w jednym z wywiadów. Pomimo tego, że 100 ml wody perfumowanej „Chanel nr 5” kosztuje około 500 zł, podobno do dzisiaj są na tyle popularne, że co 30 sekund gdzieś na świecie jest kupowana jedna buteleczka tego kultowego zapachu.

A co współcześnie? Współcześnie w świecie perfum „impossible is nothing” – niemożliwe nie istnieje. Przy takiej technice i ilości zapachów, marek, twórców i przedziałach cenowych, nieużywanie perfum jest większą abstrakcją niż najśmielszy zapach.

 

Źródła:

  • „Perfumy. Uwarunkowania kulturowo-społeczne” Beata Horrmann
  • „Erotyka perfum, czyli tajemnice pięknych zapachów”
  • „Sekretne życie Chanel No. 5″ Tilar J. Mazzeo
  • drbeta.pl

…………..

Tych kilka, może kilkanaście tekstów na temat zapachów i perfum, które będą pojawiać się na blogu (mam nadzieję) regularnie to wypadkowa moich ostatnich urodzin i zafiskowania na punkcie zapachów, które rosło od kilkunastu lat i urodziło się wraz z moimi 31. urodzinami. Potwora uwolnił Mój Ktoś podarowując mi książkę „Sekretne życie Chanel nr 5”, która stanowi jedno z kilku źródeł, z których korzystam. Wyznaję zasadę, że życie zaczyna się każdego dnia wraz z budzikiem i o każdy dzień trzeba dbać jak o pierwszy i ostatni. Nie hołubię teorii, że życie zaczyna się po trzydziestce, ale ten cykl owszem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.