Po lewej stronie łóżka

ABM_1465411819

Jestem jedną z tych, co przez pół życia twierdziły, że miłość to rzecz w życiu zbyteczna. Rzecz zbyteczna, a z jej braku poleciałam do psychologa, u którego wypłakiwałam jej brak w relacjach z bliskimi i mężczyznami. Ponieważ kilka lat po tym, nadal ten brak odczuwałam, postanowiłam podtrzymać zdanie, że jest mi niepotrzebna. Z żadnym facetem nie byłam dłużej niż około 4 miesięcy.

Aż pojawił się ON i wszystko jebło. Już na trzecim lub czwartym spotkaniu wyznaliśmy sobie, że i jedno i drugie wpadło i najchętniej przyssałoby się do tego drugiego ciała, żeby być blisko, żeby czuć ukochany zapach i czuć dotyk, na który czekało się od zawsze. Nic nie jest takie jak było. Zmieniło się wszystko – od upodobań kulinarnych, na tym po której łóżka śpię kończąc, pomimo tego że nie mieszkamy razem. Zmieniło się wszystko, ale jednocześnie nikt nie wymaga ode mnie zmieniania się.

Jest tak jak powinno być, chociaż przez moment wszystko stało pod znakiem zapytania. Cały czas mam w głowie fragment z książki „Chcę być kochana tak jak chcę” Katarzyny Miller, mówiący o tym, że najpierw trzeba nad sobą popracować, a później dopiero dzielić się tym, co dobrego udało się w sobie odkryć, a nie szukać kogoś kto pogłaszcze po główce. Kogoś z energią, którą się wessie w siebie na ukojenie łez po wszystkich poprzednich relacjach.

Jeżeli młoda dziewczyna marzy o tym, że jej braki, ból i pustka, wszystkie uczucia, które mają swój początek w jej rodzinnym domu, zostaną wypełnione przez ukochanego, jest dość wyraźnie skazana na to, że jej się to nie uda. Gdyby wiedziała, że najpierw musi włożyć sporo własnej pracy, nauczyć się czuć zadowolenie z tego, co ma i co dostała w życiu, a dopiero potem szukać partnera do dzielenia się tym, wówczas albo by go znalazła, albo nie byłaby nieszczęśliwa, gdyby go nie znalazła.

Tu jest ta istotna różnica: między dzieleniem się czymś, co się ma, a pragnieniem dostania od kogoś czegoś, co wypełni wewnętrzną pustkę, brak, cierpienie i tęsknotę. Zobacz, jaki smutno-śmieszny paradoks: chcemy się zakochiwać z powodu nieszczęścia.

W moim wypadku doszło do sytuacji, kiedy dawałam tylko schizy i lęk. Że prędzej czy później mnie zostawi; że zrobię coś źle; że się mną znudzi etc. Samonapędzająca się machina, bo przez to właśnie psuło się wszystko. Po rozmowie, która pomogła wrócić mi na dobre tory, jest z powrotem dobrze, a nasza relacja wchodzi w etap kiedy dla mnie największym komplementem jest to, że gdy się widzimy słyszę „Mam ci tyle do opowiedzenia”, a nie to że mam gładką skórę.

Doszłam do wniosku, że w związku jak w matematyce, często trzeba coś dzielić. Można dzielić ze sobą łóżko i poza łóżko żadnych emocji nie przenosić, ale ten etap życia mam za sobą. Można dzielić włos na czworo i szukać dziury w całym – to też przeminęło. Można też dzielić się sobą nawzajem i cieszyć się tym, że ta druga strona wie pod jaki adres się zgłosić, żeby znaleźć spokój i ucho, które wysłucha wszystkiego na co będzie gotowe zareagować serce. I to jest właśnie moje TU i TERAZ.

2 comments on “Po lewej stronie łóżka

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.