Rozstania, przewroty, zmiany i śmierć

ABM_1464552656

Przewrót majowy. Tak w skrócie można by opisać ten miesiąc. Po rewolucjach w pracy, w rodzinie, w uczuciach, treningach, a nawet fryzurze, spieczona jak kurczak na balkonowym ruszcie – wróciłam. Czy do żywych, to się okaże. W każdym razie właśnie mija pierwszy leniwy weekend od kilku tygodni, wolny od złych emocji i wymyślania złych scenariuszy.

W pracy zmiany. Na razie nie dotyczące mnie, ale ponieważ nie zdążyły rozkręcić się jeszcze na dobre, czas pokaże co przyniosą, ale jestem dobrej myśli.

Ponad to rozstania i pogrzeb, a wszystko w najbliższej rodzinie.
Rozstania na szczęście nie moje, aczkolwiek po czterech miesiącach szczenięcej fascynacji przyszło otrzeźwienie i trzeba było kilka zmian wprowadzić. Głównie w moim sposobie myślenia o związku, który przybierał postać nieustającego lęku, że coś pójdzie nie tak, że coś zepsuję, przez co wszystko zmierzało do tego, że mogło być niefajnie. Zmierzało, ale zawróciło i niedługo minie pięć miesięcy z moim Umiłowanym. Pięć miesięcy zupełnie wyjątkowych i totalnie różnych od wszystkich pozostałych, jakie w swoim trzydziestoletnim życiu przeżyłam.

No i treningi. Ćwiczę nadal program „Bikini” Ewy Chodakowskiej, ale w połączeniu z treningiem obwodowym. Po kilku tygodniach treningu na spalanie kondycja owszem była dobra, ale mięśnie dopominały się o porządny wycisk siłowy i rozciąganie. Efekt jest taki, że muszę wymienić garderobę. Głównie tą od pasa w dół, bo wszystkie spodnie zatrzymywałyby się w okolicach kolan, gdyby nie pasek, który zapinam na coraz dalsze dziurki.

Ogólnie – ten miesiąc był totalnie od czapy. Minął mi właściwie na niczym. Nie zrobiłam nic konkretnego. Nie dokonał się żaden cud. Nie wydarzyło się nic niespodziewanego poza śmiercią brata mojej mamy. Wręcz odpuściłam mnóstwo spraw – pisanie, czytanie i o mało co treningi, do których coraz trudniej było mi się motywować pomimo tego, że widzę efekty.

Może ten maj miał mi zastąpić zimny prysznic i pogrozić palcem, że to co dostaję ostatnio stracę, jeśli z powrotem zamknę się z dala od ludzi ze swoim czarnowidztwem. Nie potrafię nazwać tego co sprawiło, że z ulgą żegnam ten miesiąc. Wycisnął ze mnie mnóstwo energii i nie mogę doczekać się kolejnego, z którego to ja tym razem, postaram się wycisnąć jak najwięcej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.