Myśl inaczej

ABM_1450010854

Nadrabiając zaległości w czytaniu, muszę przyznać, że przeczytałam w ciągu ostatniego miesiąca więcej, niż w ciągu ostatnich sześciu miesięcy.

Wzięło mnie ostatnio na biografie. Od momentu gdy przeczytałam fragment z książki „Inaczej” o Arturze Rojku, stwierdziłam że chcę i muszę to przeczytać.

- Nie czujesz się patriotą?
- Jestem wdzięczny Polsce za wiele, ale moja ojczyzna jest tam, gdzie są moi bliscy.
- Egoistyczne.
- Globalne myślenie, odpowiedzialność za świat – to dla mnie zbyt dalekie, ja tego nie ogarniam. Muszę włożyć tyle wysiłku i czasu, by uporządkować świat wokół mnie, że nie mam już ani siły, ani ochoty zbawiać całej ludzkości. Wolę się zająć porządnie swoim małym kawałkiem przestrzeni i bliskimi mi ludźmi, niż rozmieniać się na drobne. Nie wzbudzają mojego podziwu ludzie, którzy głoszą idee, robią rewolucje, a sami mają nieuporządkowane życie. Imponują mi bohaterowie codzienności, którzy od rana do wieczora starają się ogarniać swój mały świat i stają na głowie, żeby wychodziło to jak najlepiej. Nie odpuszczają sobie. Zawsze, gdy spotykam takich ludzi, robią na mnie wielkie wrażenie. Uporem, konsekwencją, determinacją. Tak właśnie chcę uporządkować własną przestrzeń. I kiedy myślę o ojczyźnie, to w takim kontekście: prywatnym, nie globalnym. Takie małe wspólnoty, których członkowie ciągle się starają, żeby wszyscy w nich byli szczęśliwi, to moja ojczyzna.

Nie pałam fascynacją ani na jego punkcie, ani na punkcie Myslovitz, czy też muzyki z jego solowej płyty. Słucham jej, owszem, ale przedawkowanie jej grozi niezłym dołem przez to, że teksty pisane przez Rojka bywają dość ciężkostrawne. Muszę jednak przyznać, że cholernie ciekawi mnie ten człowiek. Przeczytałam tą książkę i poza suchymi faktami, wiem niewiele więcej niż przed jej przeczytaniem, pomimo tego, że o wszystkim opowiada sam Artur Rojek podczas rozmowy z Aleksandrą Klich. Czytając to wszystko cały czas miałam wrażenie, że on ma to wszystko serdecznie w dupie. Że i tak nikt mu się do głowy nie dobierze, a dowiedzieć się czegokolwiek o nim, można tak naprawdę tylko przez jego teksty i muzykę. Myślę, że tego typu ludzie nigdy nie wyłożą na tacy tego, co im siedzi w głowie, nawet przypiekani żywcem, a inni zawsze będą uważali to za arogancję.IMG_20151213_135636

To trochę tak jak w przypadku Steve’a Jobsa.
Od dawna nosiłam się z zamiarem przeczytania jego biografii, więc premierę filmu o nim potraktowałam jako motywację. Wypożyczyłam biografię autorstwa Karen Blumenthal „Steve Jobs – człowiek, który myślał inaczej” i „Listy do Steve’a Jobsa. W skrzynce mailowej giganta Apple” Marka Miliana. Nie wiem która gorsza, bo obydwie nie do końca trafione. Pierwsza w formie schematycznego sprawozdania. Każdy rozdział ma ten sam scenariusz – wydarzenie, o którym mowa w tytule rozdziału, ile na danym wydarzeniu Jobs stracił lub zarobił i opinie ludzi z jego otoczenia. Natomiast samo pisanie Karen Blumenthal daje wrażenie jakby nie bardzo wiedziała o czym pisze, prześlizgując się tylko po danych dostarczanych jej przez innych. Druga – Marka Miliana, tak przesycona czysto technicznymi danymi, że z kolei ja mam wrażenie, że tylko prześlizguję się po temacie, czytając ją. No ale nic… Nie o to tu chodzi.

 Tak jak w przypadku Rojka, jedyną drogą zrozumienia go jest jego muzyka, tak w przypadku Steve’a Jobsa, są to komputery i inne sprzęty, które stworzył, a bez których ludzie nie wyobrażają sobie funkcjonowania. Po przeczytaniu dwóch jego biografii i obejrzeniu dwugodzinnego filmu dokumentalnego, czuję wyrzuty sumienia korzystając teraz z Windowsa i z telefonu z Androidem.

Nie sięgnę prędko po kolejną biografię innego człowieka, bo te dwie przytłoczyły mnie jak muzyka Artura Rojka i Korteza razem wziętych. Po przeczytaniu dwóch książek o Stevie Jobsie mam wrażenie, że świat schodzi na psy. Był tyranem, despotą i pewnie jeszcze tysiącem innych osób zamkniętych w jednej głowie. Jednak nie widzę teraz na świecie nikogo, kto miałby w tej głowie tyle, żeby pchnąć świat do przodu, a skoro tacy jak on są zabierani, to wygląda to trochę na ewakuację z tonącego okrętu. Jakby ta nasza kula ziemska staczała się po równi pochyłej i trzeba z niej zabrać wszystkich, którzy są w stanie zdziałać jeszcze coś poza nią.

Na przykładzie Artura Rojka i Steve’a Jobsa widać, że żeby faktycznie mieć i robić coś co się kocha, trzeba żyć i myśleć inaczej, bo z klapkami na oczach nikt się jeszcze szczęścia, ani fortuny nie dorobił.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.