Zdecydowanie prywatnie

I cóż  takiego przyniósł mi ten 2014 rok? Kilka kopów w dupę na pewno. Na szczęście takich, dzięki którym przejrzałam na oczy, więc bilans mimo wszystko i tak wychodzi na plus.

Nauczyłam się na przykład, żeby nie ładować się w żadną relację z nadzieją, czy to na związek, czy też na przyjaźń. To chyba jeden z niewielu aspektów tak zwanego życia, w którym nadzieja okazuje się zgubna i całkowicie nie na miejscu. Pogoniłam paru takich co to widzieli we mnie jedynie środek do spełniania swoich przyjemności. Szkoda, że przed zażyciem tego środka, zarówno oni jak i ja, nie skonsultowali się z kimkolwiek i nie uniknęli skutków ubocznych w postaci mojego zaangażowania. Cóż. Przedmiot – to jedyna rola jaką miałam zagrać, a kiepska ze mnie aktorka. Przełknęłam tą gorzką pigułkę, nawet nie raz, więc i jestem zaprawiona w boju i uodporniona.

Skoro o zażywaniu mowa, to chyba też powinnam cieszyć się z tego, że zażyłam nieco szpitalnej troski po kilku moich napadach padaczki, którą teraz jeszcze cały czas leczę. Chociaż jest w tym duża bezsilność, na którą niestety jeszcze lekarstwa nie wymyślono, gdzieś pod skórą jestem za to wdzięczna losowi, bo poodwracało się ode mnie sporo osób – i z pracy i z życia prywatnego – którzy lekkomyślnie winę za mój stan zdrowia zwalili na mnie - na moje treningi i na mój styl życia, nawet przez sekundę nie biorąc pod uwagę innych powodów, nie patrząc na siebie i swoje życie, nie mówiąc o jakiejkolwiek samokrytyce. Takich ludzi w swoim życiu nie chcę i nie potrzebuję.
Przed tymi wydarzeniami pewnie uznałabym, że jestem taka jak ich opinia o mnie – słaba i zdolna jedynie do tego co nie wychodzi poza granice wyznaczone przez szarą i gównianą codzienność. Teraz tej właśnie siły mam na tyle, żeby powiedzieć im wszystkim – pocałujcie mnie w dupe!!!

bluza

Co mi jeszcze dał ten rok i to że parę razy mnie potelepało? Cierpliwość. Dyscyplinę jaką narzuca mi własne ciało i podczas choroby i podczas treningów, które odkrywam na nowo. Wiedzę o tym co zrobić mogę, a których granic nie przekraczać. Wiedzę też o tym, gdzie nie pchać się uparcie na siłę i na co sił nie ma sensu tracić. Świadomość, że realizowanie swoich pasji jest możliwe, gdy robi się to cierpliwie, rozsądnie i z determinacją. To chyba jest właśnie tak niemile widziane u umiłowanych w zazdrości i oglądaniu się na innych, czego nie znoszę i omijam szerokim łukiem nie tracąc czasu na dopasowywanie się pod czyjeś dyktando.

O dziwo oddaliłam się też od swojej rodziny. W pozytywnym sensie. Tym, który daje mi niezależność, jakby na to nie patrzeć, już dorosłej kobiety, a nie córki, czy siostry, którą być nie przestałam i nie przestanę. Nie przestanę też kochać zarówno ich jak i samej siebie za świadomość tego ile oni, ja dla nich i ile moje życie jest warte.

Wam natomiast życzę, żebyście w tym roku nabrali dystansu do każdej porażki i po każdej z nich podnosili się z jeszcze większym uporem w realizacji swoich postanowień.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.